„Integracja, asymilacja, współgranie” – Fundacja Emic o wyzwaniach związanych z włączaniem społeczności ukraińskiej

Gdy spojrzymy na współczesne strategie włączające wobec pojawiających się w polskim społeczeństwie grup z innych krajów, możemy je podzielić na te, które dążą do zniesienia inności (wszelkie działania asymilacyjne: za zgodą lub wbrew niej) lub też zaakceptowania jako elementu większej całości (różne strategie integracyjne). W tej drugiej kategorii nadal możemy jednak popełniać błąd turysty czy wędrowca, który inność traktuje jako egzotykę, którą chce poznać w powierzchowny sposób, po to tylko, by zdefiniować siebie w odróżnieniu od niej, zamiast współbrzmieć we wspólnej melodii. To, jak zdefiniujemy inność, będzie nie tylko znacząco wpływać na użyte środki, ale także na konstatację faktu dobrego funkcjonowania w nowej rzeczywistości, dyskomfortu płynącego z tej sytuacji oraz zdefiniowanie sukcesu naszych działań.

Bezpośredni i bliski kontakt z innością pozwala rozbudować ciekawość, uważność, wrażliwość i zmierzyć się ze swoimi ograniczeniami. Może być, jak w filozofii dialogu Emmanuela Levinasa, wezwaniem twarzy innego, relacją etyczną. Spotkanie z innością często ubogaca. Czasem pokazuje swoją ciemną stronę. Pozytywne i negatywne emocje zależą w dużej mierze od celu spotkania z innością. Inność pozycjonuje turystę, ponieważ stać go na rozstanie z miejscem zamieszkania, by odwiedzać inne kraje, poczuć swoją wyższość lub umocnić w sobie i w nowym otoczeniu przekonanie o tym, że jego kultura jest w jakiś sposób wyjątkowa względem innych. Wędrowiec podróżuje bez celu. Kieruje się nadrzędną zasadą, aby być w ruchu, nie osiąść nigdzie na stałe, nie zapuścić korzeni w odmiennej społeczności. Inność go jednocześnie pociąga i odpycha, napędza, zatrzymuje i motywuje, by ruszać dalej. Dla ludzi migrujących przymusowo lub dobrowolnie kontakt z innością nie jest celem, lecz środkiem, dzięki któremu realizują nadrzędną wartość: własne bezpieczeństwo psychiczne i fizyczne oraz bezpieczeństwo bliskich im osób.

Polska na progu wyzwań związanych z włączaniem. Wzrost dynamiki zmian po 24 lutego 2022 roku

Polska w przeszłości nie była wyjątkowo popularnym celem turystycznym ani miejscem powszechnych migracji. W związku z napięciami na arenie międzynarodowej to kraj dopiero zaczynający dostrzegać konieczność podejmowania działań mających na celu włączanie, które dla wielu krajów europejskich jest już codziennością. Wypracowane przez dziesiątki lat strategie oraz wieloletnie – dobre i złe – doświadczenia pozwalają krajom europejskim uczyć się na własnych błędach. Polacy pod komunistycznymi rządami żyli długo we względnie izolowanej bańce. Znalezienie się w Strefie Schengen, postpandemiczne światowe i europejskie zahamowanie wzrostu ekonomicznego, inflacja, kryzys polityczny w Białorusi czy wojna w Ukrainie to wydarzenia, które mocno zmieniły dynamikę zmian w polskim społeczeństwie. Sprawiły, że przez ostatnie kilkanaście lat zjawisko włączenia przybrało znacząco na sile, a działania instytucjonalne często nie nadążają za aktualnymi wyzwaniami i potrzebami coraz liczniejszych i bardziej zróżnicowanych grup narodowościowych.

Polskie społeczeństwo stoi przed wyzwaniami, które dla wielu mogą nosić znamiona rewolucji. Wielokulturowość społeczeństwa w naszym kraju (w tym duży udział mniejszości narodowych, zwłaszcza ze Wschodu, z krajów spoza Strefy Schengen) jest dziś faktem, z którym nie sposób dyskutować. Szacuje się, że na terenie Polski jeszcze przed eskalacją wojny przebywało ponad 1,2 miliona obywateli i obywatelek Ukrainy (dane MSWiA). Po 24 lutego 2022 roku, a więc po pełnowymiarowym ataku Rosji na naszego wschodniego sąsiada, granicę polsko-ukraińską przekroczyło ponad 15 milionów uchodźców i uchodźczyń, z czego dla 1,4 miliona (w szczycie), a aktualnie prawie miliona Ukraińców Polska na jakiś czas stała się drugim domem. Przed 2022 rokiem w przeważającej większości byli to mężczyźni. Znaleźli oni w Polsce pracę, często też możliwość edukacji czy rozwoju. Ponad rok temu zdecydowanie zmieniła się demografia i płeć osób docierających do naszego kraju. Procentowo największy odsetek to aktualnie kobiety i dzieci, co stawia zupełnie inne wyzwania dla Polski jako społeczeństwa przyjmującego, choćby z prostego względu instytucjonalnych rozwiązań w sferze edukacji ukraińskich dzieci i młodzieży.

Inicjatywy oddolne, polskie instytucje kultury, odgórne regulacje dotyczące włączania. Metoda prób i błędów

W dniu zaostrzenia wojny wiele osób wykonujących różne zawody: od kierowców po dziennikarzy czy społeczników ruszyło własnymi samochodami na przejście graniczne, by przewieźć stamtąd uciekające przed wojną osoby w głąb kraju. Pierwsze miesiące eskalacji wojny to powszechny test gościnności społeczeństwa polskiego, bezinteresownej pomocy i spontanicznych akcji charytatywnych. Większość osób zdała go w sposób wzorowy. Drzwi do prywatnych domów i mieszkań oraz nieużytkowanych pomieszczeń otworzyły się szeroko. Pomoc dla potrzebujących – zarówno w postaci żywności, ubrań, środków pierwszej pomocy, jak i leków czy zrzutek finansowych płynęła szerokim strumieniem.

O tym, że ukraińskie uchodźczynie – Anastasia z córką Jewą –  szukają schronienia, Karolina znalazła informację na jednej z grup pomocowych na portalu społecznościowym. Wraz z partnerem nie zastanawiali się długo. Od razu odpowiedzieli na apel. Choć niedawno zamienili małe mieszkanie w bloku w Bydgoszczy na dom tuż pod miastem, aby wreszcie mieć więcej spokoju, zgodnie ustalili, że są w stanie oddać całe piętro na użytek ukraińskich gości. Na ile czasu? Nikt tego wówczas nie wiedział. Sytuacja na froncie była dynamiczna, a dla mamy i ośmioletniej córeczki tragiczna. Do dramatycznych doświadczeń wojny i niepokoju o bliskich, którzy pozostali w Ukrainie, dołączyły kłopoty związane z barierą językowa, lęk przed nieznaną przyszłością i tęsknota za tym, co niespodziewanie utracili. Karolina i jej partner rozumieli tę sytuację. Karolina wspomina:

Dziewczyny na początku wcale nie potrzebowały kontaktu z nami, a wręcz pragnęły ciszy i spokoju na poukładanie spraw i oswojenie się z sytuacją. Dlatego oddzielne piętro sporo ułatwiało. W paru rzeczach mogliśmy pomóc – załatwienie Jewie dostania się do szkoły i pomoc w przetłumaczeniu CV Anastasii na polski. Ale to dopiero na wyraźną prośbę. Nie staraliśmy się narzucać ani z pomocą, ani z własnymi przyzwyczajeniami czy trybem życia. Moment, gdy Anastastia dołączyła do nas podczas weekendowego karaoke, był przełomem. Pokazaliśmy sobie wtedy nawzajem, czego słuchamy, jakich ukraińskich i polskich piosenek wstydzimy się najbardziej. Takie nasze guilty pleasure. I to przełamało lody.

Ta historia ma dobre zakończenie. Anastastia znalazła pracę w Polsce, a po 10 miesiącach mieszkania u Karoliny wróciła z córką do Ukrainy. Dziewczyny do tej pory utrzymują kontakt. Karolina liczy, że kiedyś będzie mogła pozytywnie odpowiedzieć na zaproszenie i wizytę w Ukrainie. Nie wszystkim z ich znajomych, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji, udało się jasno komunikować oczekiwania. Oto kolejna wypowiedź Ukrainki mieszkającej od kilku lat w Polsce, która miała kontakt z przyjeżdżającymi z rodzinnego miasta uchodźczyniami:

Osoby takie były najpierw przyjmowane jak goście, wręcz jak rodzina. Czuły, że od nich nie oczekuje się dorzucania do czynszu, rachunków czy jedzenia, wręcz byłoby to niegrzeczne. Gdy sytuacja się przedłużała, ludziom puszczały nerwy. Zamiast powiedzieć wprost, o co chodzi, i przedyskutować sprawy finansowe, wprowadzali kolejne zasady, do których ukraińscy goście musieli się dostosować. Zupełnie, jakby gospodarze założyli, że działa to według zasady: jesz i śpisz za darmo, ale mój dom, to moje zasady. A wystarczyło trudne kwestie pieniędzy przegadać szybko – może nie w pierwsze dni, ale tygodnie. Wiele osób było w stanie wziąć na siebie część opłat lub zaoferować pomoc w prowadzeniu domu, ogrodu, opieki nad zwierzętami lub innych zajęć, którymi zajmowali się w Ukrainie, gdyby tylko ten temat został poruszony.

W ślad za działaniami oddolnymi, w nieco zwolnionym tempie, szła pomoc instytucjonalna. Władze miast zarządzały udostępnianie miejsc użyteczności publicznej, szkół oraz instytucji kultury dla uchodźców i uchodźczyń. Owocowało to zebraniem w jednym miejscu wielu osób potrzebujących pomocy. Z jednej strony rozwiązywało to narastające problemy, z którymi nie mogli poradzić sobie zwykli obywatele. Z drugiej generowało trudności związane z zaspokojeniem potrzeby intymności, ciszy, osobistego komfortu i wypoczynku. Z tego powodu duże zbiorowiska stawały się miejscami chwilowego schronienia i pobytu do czasu znalezienia przez osoby uchodźcze jakiegoś oddzielnego mieszkania lub domu. Stopniowo zaczęły się pojawiać także pierwsze, odgórnie zarządzane sposoby na działania wielokulturowe.

Skutki nierozpoznanych potrzeb uchodźców można było dostrzec także w instytucjach kultury, które zaczęły się prześcigać w pomysłach na zaangażowanie społeczności ukraińskiej i włączenie jej w swoje działania. Efektem podjętych działań była organizacja wydarzeń, które dziś można eufemistycznie nazwać mało potrzebnymi, a bardziej dobitnie: marnującymi potencjał i energię zespołów ludzkich. To stawiało pod znakiem zapytania ich skuteczność (choćby z braku zainteresowania nimi lub brakiem możliwości dotarcia z informacjami do grup mniejszościowych). Działania te zamiast wykazać gotowość instytucji do włączenia się w działania pomocowe, obnażyły ich braki w zakresie diagnozy potrzeb uchodźców i uchodźczyń oraz urzędniczą biurokrację inspirowaną chęcią wykazania jak największej liczby działań prowadzonych przez samorządy.

Sylwia, która pracuje w jednej z kujawsko-pomorskich instytucji kultury, wspomina ten czas jako moment przymusowej rywalizacji i epatowania środowiska pomysłami na organizację zajęć:

Mieliśmy jak najszybciej wprowadzić do naszej oferty zajęcia i warsztaty dla osób z Ukrainy, choć nikt z nas do tej pory nie miał doświadczenia z migrantami czy uchodźcami ani nie posiadał odpowiednich instrumentów, by inicjować takie wydarzenia. W naszym zespole nie było nikogo mówiącego po ukraińsku. Dwie osoby w wieku okołoemerytalnym potrafiły mówić po rosyjsku, ale baliśmy się, że w tamtym czasie może to być odczytane niedobrze – jak się okazuje, niesłusznie. Na własną rękę, korzystając z rozmówek polsko-ukraińskich, zaczęliśmy się uczyć prostych zwrotów i to był strzał w dziesiątkę, bo dzięki temu udawało się nawiązać dialog w codziennych sytuacjach. Do tej pory pamiętam, jak wracając z koleżanką z pracy, spotkałyśmy przestraszoną nastolatkę, która ewidentnie wysiadła na niewłaściwym przystanku i zagubiła się, wracając ze szkoły. Próby zagadania po polsku czy angielsku nic nie dały, tak była zestresowana. Dopiero pytanie, jak ma na imię, po ukraińsku zapamiętane z rozmówek – pozwoliło dziewczynie uspokoić się na tyle, że wyjaśniła, co się stało. Mocno pomogły nam gesty i Google tłumacz. Zaskakujące dla obu stron okazało się to, że my, mówiące po polsku, i Yuliia po ukraińsku potrafimy się zrozumieć. Odprowadziłyśmy dziewczynę do hotelu, gdzie pracowała jej starsza siostra. Wtedy zrozumiałyśmy, że otwarcie na pomoc to nie spektakularne zachowania i nie organizacja hucznych wydarzeń, tylko drobne codzienne gesty.

Sylwia zapytana o to, co uważa za sukces, a co za porażkę, stwierdza:

Część naszych pomysłów była całkiem nietrafiona, co widać było po frekwencji. Pomimo starań i próby dotarcia do potrzebujących bezskutecznie oczekiwaliśmy pojawienia się osób, które chciałyby oglądać filmy i bajki z napisami ukraińskimi – bo Netflix oferował takie od dawna, bez konieczności wychodzenia z domu. Nie sprawdził się pomysł z zaprowadzaniem dzieci do świetlicy, bo chodziły już do polskich szkół, a po lekcjach chciały spędzać czas z rodzicami i opiekunami mówiącymi w ojczystym języku. Najskuteczniejsze okazały się działania prowadzone we współpracy z fundacjami specjalizującymi się w integracji osób z doświadczeniem migranckim czy uchodźczym. Wspólne koncerty muzyków z Polski oraz Ukrainy, połączone ze zbiórkami na rzecz osób potrzebujących, zbiórki odzieży i materiałów opatrunkowych, akcje odpowiadające na konkretne zapotrzebowanie (a nie prowadzone na chybił-trafił), wspólne szycie siatek maskujących czy licytacje dzieł sztuki ukraińskich artystów i artystek to działania, które w pełni się sprawdziły.

Miesiące obecności obywateli i obywatelek Ukrainy w Polsce zaowocowały rozpoznaniem ich potrzeb oraz dopracowaniem oferty instytucji kultury do potrzeb odbiorcy. W najdojrzalszej formie noszą one znamiona „działań z” w opozycji do „działań dla”. Oprócz ważnych aktywności sprowadzających się do zbiórek i wsparcia finansowego pojawiły się poza tym całkiem nowe formy działań włączających, które w realny sposób sprzyjały integracji różnych społeczności. Na doświadczeniu ukraińskim coraz częściej, choć czasem nieśmiało, zaczęły powstawać projekty włączające także inne, mniej reprezentatywne liczbowo grupy społeczne (jak choćby przebywających w Polsce Białorusinów). 

W Polsce działa aktywnie około 70 tysięcy organizacji pozarządowych (zarejestrowanych jest ponad 100 tysięcy), kilkadziesiąt z nich w ramach swoich zadań statutowych zajmuje się osobami migranckimi i uchodźczymi. Wiele z nich prowadziło swoje działania na długo przed sytuacją z 2022 roku. Warto zatem skorzystać z nabytego wieloletniego doświadczenia, wiedzy specjalistów i specjalistek oraz wypracowanych przez nich metod. Kursy nauki języka polskiego, zaangażowanie osób ukraińskojęzycznych w działania dla uchodźców i uchodźczyń, działania zaczynające się od poznania danej kultury z całą jej złożonością, bez próby odnoszenia ich czy upodobniania do polskich, podkreślanie swoistości i wyjątkowości innych grup narodowościowych – to tylko niektóre przykłady skutecznych działań podejmowanych przez fundacje i organizacje pozarządowe.

Miejsca takie jak Fundacja Emic z województwa kujawsko-pomorskiego mogą stanowić platformę porozumienia i komunikacji, a także bazę szkoleniową dla pracowników i pracowniczek instytucji kultury, nauczycieli i nauczycielek oraz osób odpowiedzialnych za zlecanie działań integrujących w urzędach.

Polki i Polacy z dumą deklarują w ankietach swoją gościnność dla innych nacji. Przytoczone wcześniej przykłady pokazują, że gościnność nie zawsze ma tylko pozytywne implikacje. Samo określenie przyjezdnych osób jako gości czy gościń predefiniuje czas trwania tej relacji (krótki lub chociaż określony) oraz jej nierówność (to gospodarz lub gospodyni jest osobą wyższą w hierarchii i decydującą w jakim zakresie i okresie chce ugościć daną osobę). Posiadanie tej wiedzy być może zapobiegłoby kłopotliwym sytuacjom, które miały miejsce w pierwszych tygodniach wojny rosyjsko-ukraińskiej. Motywacja do przyjęcia w gościnę osób uchodźczych była jednak wówczas tak silna, że wiele osób nie przemyślało dostatecznie oferty swojej pomocy, gdyż kierowało się przede wszystkim odruchem serca.

Krzysztof, który przyjął pod swój dach trzyosobową rodzinę (same kobiety), był przekonany, że chodzi o kilka tygodni, może o miesiąc wspólnego zamieszkania. Gdy okazało się, że nie chodzi o doraźny chwilowy nocleg, wszyscy znaleźli się w patowej sytuacji. Żadna ze stron nie czuła się swobodnie. Codzienne funkcjonowanie zaczęło być dla wszystkich problematyczne. Krzysztof ze smutkiem opisuje tę sytuację:

Chociaż sporo nie ma mnie w domu i staraliśmy się jakoś to poukładać, to cztery osoby, w tym dorosła kobieta i dwie nastoletnie córki, nie były w stanie nie wchodzić sobie w drogę na 56 metrach kwadratowych. Było mi niezmiernie przykro i wstyd poinformować panią Sofię, że nie jestem w stanie dłużej oferować im pokoju. Ku mojemu zaskoczeniu kobieta przyjęła to z ulgą, bo im z kolei ciężko było przyznać, że mają u mnie po prostu za mało miejsca. Obu stronom układ gospodarz i goście więcej zrobił problemu niż pożytku. Pomogłem rodzinie pani Sofii w formalnościach ze znalezieniem nowego lokum i z jej strony nie napotkałem żadnych nieprzyjemności. Ale wśród polskich znajomych byłem wytykany palcami za brak konsekwencji. Nastawieni do tego problemu sceptycznie krytykowali mi z kolei, na co mi to było, po co w ogóle się decydowałem. Ta sytuacja nauczyła mnie, żeby mierzyć siły na zamiary i dostosować swoją pomoc do własnych możliwości. Nie żałuję tego miesiąca wspólnego mieszkania. Nauczyłem się wtedy żyć dużo skromniej i z uszanowaniem potrzeb innych. Teraz wiem, że lepiej pomagać w inny sposób, choćby uczestnicząc finansowo w zbiórkach. Na więcej na razie nie mam czasu, bo dużo pracuję, ale w czasie tego miesiąca nauczyłem się trochę języka ukraińskiego i chętnie zaangażowałbym się kiedyś jako native speaker i nauczyciel języka polskiego dla dzieciaków.

Z pewnością w regulacji takich sytuacji pomogłaby jasna i szybko wprowadzona polityka państwa, zwłaszcza w kontekście wsparcia finansowego i zabezpieczenia lokalowego dla osób przybywających zza granicy. Niektóre z działań prowadzonych w imię rzeczonej gościnności i skierowanych wyłącznie dla osób uchodźczych stanowiły też pożywkę dla grup o nastawieniu nacjonalistycznym. Były przypadki komentowania pomocy i ułatwień dla osób o innej narodowości niż polska jako odebranie obywatelom i obywatelkom Polski praw do równego traktowania. To pokazuje, że, po pierwsze, ważna jest transparentność projektów, a po drugie, konieczne przy planowaniu działań nastawionych na integrację jest korzystanie z wiedzy ekspertów i prowadzenie ich, w imię współuczestnictwa i współdziałania, z poszanowaniem integralności każdego partnera tej relacji. Minimalizuje to ryzyko odwrócenia się wahadła z kierunku „gościnność” w kierunku „wrogość”. Równie ważne jest szybkie reagowanie na internetową mowę nienawiści. Chodzi tu o powstrzymanie niebezpiecznej dynamiki grup, które bazują na ludzkich emocjach i propagują fałszywy przekaz, że osoby uchodźcze, czy szerzej wszelkie grupy o innej narodowości niż polska, korzystają z większych praw, niewspółmiernych do ich aktualnych potrzeb.

Wnioski końcowe i pomysły do wdrożenia

źródło: Fundacja Emic

Obecna sytuacja daje nadzieję na optymistyczne scenariusze dla realizowania celowych działań. Zmierzają one do współgrania, budując równowagę w myśl triady: poznaj, zaakceptuj, współtwórz. Strategia „jak pięknie się różnimy” może być prezentowana odbiorcy w atrakcyjny, przystępny i metaforyczny sposób, jak choćby w historii „Melodia przyszłości”. Oto przybywające na inną pięciolinię nutki najpierw są zachęcane do upodobnienia się do tych, które mieszkają tam dłużej (asymilacja), potem zaczynają grać chaotycznie, bez poszanowania swojej odmienności (chaotyczna integracja), by w końcu wybrzmieć nie idealnie, ale z poszanowaniem różnorodności (działania integracyjne, skoordynowane, nastawione na równość przy zachowaniu integralności). Ten prosty przekaz współgrania, bez dominacji żadnej ze stron, mógłby stać się mottem przewodnim i równocześnie papierkiem lakmusowym dla sprawdzania, czy projektowane działania oddolne, instytucjonalne czy urzędowe – wpisują się w model równościowy integracji.

Ogromną rolę w aktywizacji i edukacji społeczeństwa polskiego w zakresie działań włączających odgrywają z pewnością organizacje pozarządowe współpracujące z osobami z doświadczeniem migranckim i uchodźczym. Bez świadomości, że można ich wiedzę i wypracowane metody wykorzystać, praktycznie sfera ta pozostanie tylko teorią. Aby tak się nie stało, istotne jest docieranie do osób decydenckich, zarządzających kulturą i oświatą, do liderów i liderek społeczności lokalnych. Dzięki wzajemnej wymianie doświadczeń i informacji rezerwuar pomysłów nie pozostanie echem przeszłości. Przestanie żyć jedynie w teorii. Jako cenny instrument w rękach zaangażowanych społeczników oraz społeczniczek będzie pracował z korzyścią dla całej zróżnicowanej społeczności. 


logo emic

AUTORKA
Monika Dejnecka

Fundacja EMIC

https://emic.com.pl